Pocałunek

Pocałunek

wtorek, 24 czerwca 2014

Część 21- Tylko na tyle cię stać?

*Następny dzień*

Dziewczyna obudziła się jeszcze przed wschodem słońca. Nie chciała obudzić swoich towarzyszy, więc udała się nad rzekę, która znajdowała się kilka metrów od ich obozu. Tak jak sobie obiecała, postanowiła potrenować wszystkie cztery żywioły.

Na rozgrzewkę wodę.

Ćwiczyła swój najnowszy atak, nazywany przez Katarę ośmiornicą. Polegał on na obronie i atakowaniu za pomocą ośmiu ramion, przypominających wodne macki zwierzęcia.

Następnie magia ziemi.

Ustawiła kilka kamiennych podobizn magów ognia na różnej odległości od siebie. Następnie rzucała w nie głazami, miażdżąc je. Trafiała za każdym razem.

Podobną metodą trenowała powietrze.

Stworzyła z ziemi kamienne tarcze, które pod wpływem podmuchów obracały się.

Gdy chciała przystąpić do ostatniego z żywiołów, usłyszała za sobą dobrze znany jej głos:

-Chcesz ćwiczyć beze mnie?

Szatynka odwróciła się i zobaczyła Mako, podpierającego się o jednego ze zmiażdżonym żołnierzy Narodu Ognia.

-Nie chciałam cię budzić- przyznała zakłopotana, drapiąc się po głowie.- Poza tym i tak musiałbyś czekać. Ćwiczę już od jakiejś godziny.

-Obudziłem się i poszedłem do twojego namiotu, ale cię tam nie zastałem. Chciałem już obudzić resztę, ale zobaczyłem, że trenujesz- westchnął, przyglądając się obozowi. Po chwili jego wzrok znalazł się z powrotem na dziewczynie, co przyprawiło ją o dreszcze.- Ćwiczymy?

-No to zacznij- powiedziała z uśmiechem, odzyskując swoją pewność siebie.

-Skoro tak mówisz.

Mako zaatakował Korrę kombinacją ataków. Ani razu w nią nie trafił. Dziewczyna zdawała się fruwać wśród płomieni, choć jej stopy ani na chwilę nie oderwały się od ziemi. Cokolwiek robił ona broniła się i odpowiadała mu tym samym. Avatar zastosowała technikę, której brunet nie znał. Po chwili chłopak padł zmęczony na ziemię.

-Tylko na tyle cię stać?- spytała, uśmiechając się.

-Skoro siedzę na ziemi, to chyba tak- zażartował.

-Myślałam, że jesteś wart niespodzianki- powiedziała odwracając się.- Chyba się pomyliłam.

-Jakiej niespodzianki?- zdziwił się.

-Gdybym ci powiedziała, już by nią nie była- powiedziała.
Uderzyła nogą o grunt. Ziemia pod Mako podniosła się, powodując wstanie chłopaka. Korra uśmiechnęła się sama do siebie, widząc zdeterminowanie na jego twarzy i złośliwy uśmieszek.

-To jak?- spytała.

-W takim razie zacznij- powiedział, nie zmieniając grymasu.

-Poczekaj- zatrzymała go. Wyciągnęła z kieszeni niebieską przepaskę i zawiązała nią oczy.- Teraz powinno być sprawiedliwie.

Dziewczyna zaatakowała Mako. Brunet w ostatniej chwili odskoczył. Korra uśmiechnęła się, czując jego lekki dotyk na ziemi. Nie musiała długo czekać na jego kontratak. Posłał w nią trzy smugi ognia. Avatar przeskoczyła nad płomieniami, które podpaliły jej końcówkę opaski. Skrzywiła się i zrobiła obrót w powietrzu, aby ją ugasić.

-Jesteś bardzo wygimnastykowana jak na swój wiek- zauważył, wypuszczając języki ognia z dłoni.

-Muszę być- powiedziała, robiąc kolejny unik.
Tym razem ona go zaatakowała.

-Długo jeszcze?- spytał zdyszany.

-A co poddajesz się?- odpowiedziała pytaniem. Podobnie jak on była już wykończona, ale starała się to ukryć.- Odpuszczę ci. I tak byś ze mną nie wygrał.

Korra odwróciła się i zdejmując z oczu niebieską przepaskę ruszyła w stronę obozu. Spojrzała na jej koniec. Był spalony. Skruszyła go w palcach.

-Tak myślisz?- spytał, strzelając jej prosto w plecy.

niedziela, 22 czerwca 2014

Część 20- Nie pozwolę ci tak odejść

-Dwa powody. Pierwszy: wydaje ci się, że coś do mnie czuje. Drugi: Avatar nie może mieć rodziny.
-To samo powiedziała Ciocia Wu Aangowi- odezwał się głos za ich plecami.- A co się stało? Ożenił się z Katarą i miał trójkę dzieci: Tenzina, Bumy'iego i Kayę.
Dziewczyna odwróciła się. Zobaczyła swojego ukochanego, podpierającego się o ścianę swojego kamiennego namiotu.
-Jak długo tutaj stoisz?- spytała Suki, obserwując każdy jego ruch.
-Dość długo, aby powiedzieć, że powody Korry są błędne. Pierwsze: Nikt nie wie co tak naprawdę czuję. Tak naprawdę czuję do ciebie to samo, co bolin do Suki. Drugie: jak widać Avatar może mieć rodzinę.
-Wiedziałeś o tym, że podobam się twojemu bratu- spytała zdziwiona.
-To było widać- uśmiechnął się, nadal nie zmieniając swojej pozycji.- Do tego cały czas o tobie opowiadał- dodał, spoglądając w gwieździste niebo.
-Zostawiam was samych- zaproponowała zawstydzona sytuacją.
Suki skierowała się do namiotu pomiędzy namiotem Mako i Bolinem.
Chłopak usiadł koło Korry.
-Może mi nie uwierzysz, ale mi naprawdę na tobie zależy- powiedział. Nachylił się nad nią i delikatnie ją pocałował. Po chwili się odsunął.- I myślę, że tobie na mnie też.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Miał rację. Od dawna się w nim podkochiwała, ale nigdy nie zdobyła się na odwagę, by mu to wyznać.
-Lepiej będzie się z tym przespać- powiedziała, wstając.- Jutro czeka nas długa podróż.
Nie chciała podejmować decyzji pochopnie. Czuła jak krew w żyłach przyśpiesza jej na samą myśl, że jedno z jej marzeń może się właśnie spełnić. Dłonie lekko zaczęły jej drżeć z przejęcia. Jednak po chwili przestały.
-Masz rację- przyznał, po czym skierował się do swojego namiotu.
Dziewczyna odruchowo złapała go za rękę. Nie chciała żegnać się z nim w taki sposób. Chłopak odwrócił się na nagły jej dotyk.
-Nie pozwolę ci tak odejść- zaśmiała się, całując go.
Oboje uśmiechnęli się podczas tego pocałunku.
-Dobranoc- powiedziała, odsuwając się od niego.
-Dobranoc Avatarze.

piątek, 20 czerwca 2014

Część 19- Nie możemy być razem

-Powiesz nam w końcu dokąd jedziemy?- niecierpliwiła się przyjaciółka.
-Mamy jechać do Miasta Republiki- powiedziała, ocierając oczy.-Czy ktoś oprócz mnie jest zmęczony?- spytała. Cała trójka podniosła ręce.- Świetnie, to dobranoc!
Szatynka skierowała się do jednego z kamiennych namiotów. Mako poszedł za nią.
-Słodkich snów- powiedział, podchodząc nieśmiało do niej.
Podniósł jej głowę.
-Nie!- krzyknęła cicho, odsuwając się od niego.
-Zrobiłem coś nie tak?- zdziwił się.
Pragnął ją pocałować od kiedy zrozumiał, że jest w niej zakochany. Zawsze powtarzał sobie, że to ona jest sensem jego życia. Myślał, że jego ukochana czuje to samo. Najwyraźniej się pomylił.
-Po prostu nie mam nastroju. Dobranoc- westchnęła.
Weszła do namiotu i położyła się na zimne, kamienne łoże. Przykryła się kocem, który wcześniej wyjęła z plecaka.
-Dobranoc- odpowiedział jej smętnie, wchodząc do sąsiedniego „mieszkania”.
Bolin i Suki zostali sami. Chłopak wstał. Jego towarzyszka oplotła długimi ramionami kolana, rozmarzonym wzrokiem przyglądała się językom ognia, które z łatwością pochłaniały niedawno wrzucony opał.
-Możemy porozmawiać?- spytał, przysiadając się bliżej dziewczyny.
-To samo chciałam powiedzieć.
-To może ja zacznę- westchnął, spuszczając głowę.- Od pewnego czasu podoba mi się pewna dziewczyna...
-Kto to?! Jest magiem?! Umie lepiej walczyć ode mnie?!- przerwała mu.
Nie wiedziała dlaczego tak gwałtownie zareagowała na tą informację.
-Spokojnie- szepnął, biorąc ją za rękę.- Nie jest magiem. Umie świetnie walczyć. Kiedyś pokonała sama żołnierzy z Narodu Ognia. A na imię ma Suki.
Chłopak przybliżył się do niej. Dziewczyna uśmiechnęła się. Brunet pochylił się nad czerwonowłosą i delikatnie ją pocałował.
-Suki, możemy po...- powiedziała Korra, wychodząc z namiotu.
-Zostawię was same- zaproponował speszony.- Dobranoc.
-Dobra, o co tu chodzi?- spytała przyjaciółkę, gdy Bolin wszedł do swojego „mieszkania”.
Przez chwilę obie siedziały w ciszy, obserwując kamienną ścianę, za którą znikł chłopak.
-Pamiętasz jak mówiłam, że on się w tobie podkochuje?- odezwała się po dłuższej chwili.- A ty twierdziłaś, że we mnie?
Szatynka przytaknęła.
-Wtedy myślałam to samo o Mako- westchnęła.
-Miałaś rację!- zawołała do niej, podekscytowana.
-Ciszej- uciszyła ją.- Możemy teraz porozmawiać o mnie?- zaśmiała się.
Przyjaciółka pokazała szereg białych zębów i przytaknęła głową.
-Co się stało? Wyglądasz na przygnębioną- zmartwiła się.
-Bo tak się czuję- uśmiechnęła się blado, do płomieni, które wciąż delikatnie lizały ognistymi językami kłody drewna.- Nawet nie wiesz jak bardzo Mako mi się podoba. Ale nie możemy być razem- powiedziała, ocierając łzę, która dyskretnie spłynęła jej po policzku. Za nią pojawiła się następna. Wytarła rękawem niebieskiej tuniki mokre oczy.
-Dlaczego?- zdziwiła się jej przyjaciółka.- Przecież on cię kocha.
Mocno przytuliła szatynkę, której ciało delikatnie dygotało z emocji. Gdyby ktoś z jej wrogów ją teraz zobaczył, pomyślałby zapewne, że jest bezbronną dziewczynką, potrzebującą opieki. A tak przecież nie było. Korra przetarła ponownie powieki i mocno je zacisnęła, blokując drogę łzom. Nie wiedziała jakim cudem jej się to udało. Wzięła głęboki oddech.
-Dwa powody. Pierwszy: wydaje ci się, że coś do mnie czuje. Drugi: Avatar nie może mieć rodziny.

środa, 18 czerwca 2014

Część 18- Nowy cel

Wyraz twarzy Korry szybko się zmienił. Spojrzała z przerażeniem na swojego towarzysza.
-Bolin, czemu nie informujesz nas, że ktoś się zbliża?!- krzyknęła.
-Może dlatego, że jestem nad ziemią?- odparł ironicznie, wskazując na swoje nogi, wiszące w powietrzu.
-To zejdź i powiedz ile ich się zbliża.
Chłopak na życzenie Korry zeskoczył z Nagi i przyłożył rękę do ziemi.
-Ile to jest 138 podzielone na dwa?- spytał, wstając.
-69- powiedziała Suki, zmazując działanie z piasku.
-Zatem zbliża się 69 osób.
-Lepiej już jedźmy zanim ktoś nas zauważy- zasugerowała Avatar.
Wsiedli na niedźwiedziopsa i odjechali kawałek. Ostatni raz spojrzeli na wioskę. Korra popędziła Nagę. Od czasu do czasu Mako przytulał dziewczynę i szeptał jej do ucha, że wszystko będzie dobrze. Chciała mu wierzyć, ale nie potrafiła.
Powoli zaczęło się ściemniać. „Drużyna Avatara” zrobiła sobie przerwę na sen. W końcu byli zwykłymi ludźmi i też potrzebowali odpoczynku.
Mako rozpalił ognisko, Korra przygotowała kolację, a Suki i Bolin miejsce do spania. Gdy wszystko było już gotowe, usiedli wokół ognia, który pochłaniał drewno, jakby były zaledwie malutkimi gałązkami. Avatar podała im po kanapce i filiżance świeżo zaparzonej herbaty.
-Gdzie chcesz uciec?- spytał ponurym głosem Bolin, przeżuwając ostatni kęs chleba.
-Myślałam o tym. Chyba najlepiej będzie zapytać o to Aanga- westchnęła szatynka.
O ile mi się to uda- dodała w myślach.
-Przecież mąż Katary nie żyje, więc jak chcesz to zrobić?- zdziwił się mag ziemi.
-Zapominasz, że Avatar jest łącznikiem między naszym światem, a światem duchów- przypomniała mu Suki.
-Jak chcesz to zrobić?- odezwał się tym razem Mako.- Ostatni raz widziałaś go w Ba Sing Se, jak weszłaś w Stan Avatara.
-Mam pomysł- krzyknął szatyn.- Musisz wejść w Stan Avatara!
-Nie wystarczy, że powiem Stan Avatara- oburzyła się.
Oczy Korry zrobiły się białe. Po chwili jednak jej tęczówki odzyskały swoją niebieską barwę. Dziewczyna przewróciła się. Mako w ostatniej chwili złapał ją.
-Nic ci nie jest?- spytał troskliwie.
-Nie- wychrypiała. Spojrzała na niego.- Możesz mnie już puścić.
Policzki chłopaka zrobiły się czerwone. Szatynka usiadła na suchej ziemi, gorącej od słońca i oparła ręce na kolanach. Wzięła głęboki oddech.
-Rozmawiałaś z Aangiem?- zagadnęła Suki, patrząc na nią współczującym wzrokiem.
Jak ona to znosi?- pomyślała.
Dziewczyna przytaknęła.
-Mówiłem, że wystarczy żebyś weszła w Stan Avatara!- przechwalał się.
Dziewczyny spojrzały na niego piorunującym wzrokiem.
-Powiesz nam w końcu dokąd jedziemy?- niecierpliwiła się przyjaciółka.

środa, 28 maja 2014

Część 17- Ucieczka cz.2

Wsiadła na Nagę i skierowała ją tam, gdzie czekał na nią ostatni trening.
Z daleka zauważyła już sylwetkę swojego mistrza.
-Witaj Korro- przywitał się z nią Iroh.
-Zacznijmy trening. Śpieszę się- powiedziała, atakując go.
Kilka minut później mag ognia leżał na ziemi. Otrzepał ubrania z piasku, po czym kontynuował walkę. Walczyli aż do wschodu słońca. Gdy nauczyciel ponownie otarł się o sztywny i szorstki piasek oznajmił:
-Myślę, że nie musisz już ćwiczyć magii ognia pod moim okiem. Jesteś dobrze przygotowana na dzisiejszą ucieczkę.
-Ja nie uciekam- powiedziała, podkreślając każde słowo.- Wyjeżdżam na jakiś czas. Ale skąd o tym wiesz?
-Nie trzeba tu Cioci Wu, aby przewidzieć co zrobisz Korro.
-Czyli uważasz, że popełniam błąd wyjeżdżając?- westchnęła.
-Błędem byłoby zostanie tutaj.
-Cieszę się, że podzielasz moje zdanie.
-Rozmawiałaś już z Katarą i Tenzinem?- zmienił temat.
-Lekcje magii wody i uzdrawiania mam już odwołane. Jeszcze muszę odwołać treningi powietrza.
-Lepiej się pośpiesz- powiedział, wskazując na słońce.- Zaczyna już świtać.
Korra wbiegła na Tviqu, na którego szczycie mieszkał Tenzin. Chciała zapukać, ale przypomniało jej się, że o tej porze może medytować.
Dziewczyna uchyliła lekko drzwi. Mag powietrza siedział z rodziną, jedząc śniadanie. Spożywali to samo co zwykle: ryż z sosem hashi. Ulubione danie Aanga. Nigdy nie jadali mięsa. Byli wegetarianami, podobnie jak wszyscy magowie powietrza.
Usłyszała cichutki głos jego syna:
-Tato, ja nie chcę iść dzisiaj do szkoły.
-Musisz pójść!- krzyknął ojciec.
-Może najpierw zapytaj o powód- zasugerowała, wchodząc do jadalni.
Tenzin podskoczył na krześle. Jakby od niechcenia poprawił swoje pomarańczowe szaty, po czym spytał spokojnym głosem:
-Co cię tu sprowadza, Avatarze?
-Przyszłam odwołać treningi- uśmiechnęła się do jego potomstwa. Bardzo lubiła jego dzieci.
-Masz na myśli ile?
Szatynka wzięła głęboki oddech.
-Wszystkie.
-Dlaczego? Uciekasz? Dokąd? Z kim? Kiedy?- wypytywała córka maga.
-Wolniej Ikki. Nie zrozumiałam połowy- powiedziała, uspokajając ją ruchem ręki.
-Uciekasz?- zaczęła dziewczynka.
-Nie- zaprzeczyła.- Po prostu wyjeżdżam.
-Dokąd?
-Jeszcze nie wiem.
-A...
-Dosyć tych pytań Ikki. To Korry sprawa, nie twoja- przerwał jej Tenzin.
Córka maga spuściła głowę. Avatar pożegnała się i wyszła z domu jej byłego nauczyciela.
Potraktował ją za ostro- myślała, zbiegając z Tviqu.
Przed jej domem czekali już Suki, Bolin i Mako. Skinieniem głowy pokazała, że wszystko już załatwiła. Spytała kogo poinformowali o wyjeździe.
-Nikogo- szepnął mag ognia.
-Powiedziałam tylko rodzicom i...
-Rodzice!- przerwała przyjaciółce Korra.- Nie zawiadomiłam rodziców!
-Nie martw się. Ja ich powiadomiłam- powiedziała Katara, wychodząc z domu Avatara.
Wszyscy, prócz szatynki podskoczyli z przerażenia. Wiedziała, że jej opiekunka tam była. Czuła jej obecność. Przyjaciele dziewczyny, odetchnęli z ulgą, widząc uzdrowicielkę.
-Czemu nas tak straszysz?- spytał Bolin.
-Lepiej ruszajcie- zignorowała pytanie chłopaka.
Wszyscy skinęli głowami i wsiedli na niedźwiedziopsa, który cały czas stał koło jego właścicielki.
-Korro, nie bierzesz żadnych rzeczy na drogę?- zdziwił się Mako.
-Avatar nie potrzebuje dóbr materialnych- powiedziała, opuszczając głowę.- Powinny starczyć mu tylko duchowe.
-Mówisz jak Aang- westchnęła opiekunka, podając jej niewielki plecak.- Będziesz tego potrzebowała. Zaufaj mi.
-Ufam ci. Do widzenia Kataro.
Naga ruszyła.
-Żegnaj Korro- szepnęła tak, aby jej podopieczna tego nie słyszała.
Wszystkie jej odczucia zamieniły się w jedną gorzką łzę, która wypłynęła z prawego oka. Nie otarła jej. Pozwoliła jej dotknąć ust i wpłynąć do środka. Zamknęła oczy i rozkoszowała się jej ohydnym smakiem. Wiedziała, że więcej się nie zobaczą. I musiała się z tym pogodzić. Znikła z jej życia, podobnie jak łza.
Na jednym ze wzgórz Avatar zatrzymała niedźwiedziopsa. Zeszła z jego grzbietu i spojrzała ostatni raz na swoje rodzinne miasteczko. Po policzku spłynęła jej łza. Szybko ją otarła. Mako podszedł do niej.
-Nie martw się. Kiedyś tu wrócimy- powiedział, przytulając ją.
Ciało szatynki lekko zadrżało. Chciała wierzyć w jego słowa, ale nie potrafiła.
-Teraz wszystko się zmieni. Nigdy nie myślałam, że będę uciekać. A jednak...
Kolejna kropla słonej cieczy zawitała na jej delikatnie czerwonych policzkach. Tym razem Mako ją starł.
-Nie płacz- szepnął, patrząc jej prosto w oczy. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła.- Widzisz? Od razu lepiej.
Wyraz twarzy Korry szybko się zmienił. Spojrzała z przerażeniem na swojego towarzysza.

sobota, 17 maja 2014

Część 16- Ucieczka

-No chyba, że chcesz zostać zabity przez Naród Ognia.

-Zaraz, zaraz skąd wiesz, że chcą mnie zabić?- przestraszył się. 
-Nie mówiłam wam o tym, ale wczoraj byli u Katary magowie ognia. Pytali się o ciebie. Chcieli wiedzieć gdzie mieszkasz. Kiedy powiedziała, że nie wie, poparzyli jej lewą rękę- wyjaśniła.
-No to kiedy i gdzie jedziemy?- spytała Suki.
-My?- zdziwiła się Korra.
-Tak my. Chyba nie myślisz, że zostawię przyjaciółkę?
-Nie chcę cię narażać.
Bolin zaczął się śmiać. Cała trójka spojrzała na niego jak na wariata.
-A tobie co?- spytała Avatar.
-suki bezbronna! Normalnie żart stulecia!- krzyknął.- Gdybyś widziała jak ona walczy, od razu zmieniłabyś zdanie.
Korra spojrzała na przyjaciółkę. Dziewczyna miała rumieńce na policzkach. Piorunowała wzrokiem chłopaka, ale on tylko głośniej się śmiał.
-Skąd wiesz jak ona walczy?- odezwał się tym razem Mako.
-Jak zostawiliście nas samych, ściągnęliśmy Ozaia na ziemię i wyszliśmy ze szkoły. Ledwo co przekroczyliśmy próg budynku jeden z żołnierzy Narodu Ognia złapał Suki. Chciałem jej pomóc, ale ona kiwała głową, na znak, że da radę. Kiedy chcieli mnie chwytać, wzniosłem wokół siebie mur. Usłyszałem odgłosy walki. Myślałem, że to wy. Gdy opuściłem ochronę, zobaczyłem leżących na ziemi żołnierzy. Suki stała obok, podpierając się o słup. Kiedy spytałem jak ona to zrobiła, odpowiedziała „Umiem się bronić.”
-Dlaczego nigdy nie powiedziałaś, że umiesz walczyć?- zapytała Korra.
-Bo nigdy nie pytałaś.
-Myślę, że nasza czwórka powinna razem uciec- przyznał Mako.- Co wy na to?- położył ręce między ich.
Suki, Bolin i Korra przytaknęli. Położyli ręce na dłoń chłopaka.
-Cieszę się, że się zgadzamy- powiedział brunet.- To kiedy wyjeżdżamy?
-Jutro- postanowiła Avatar, wsiadając na Nagę.
-Tak wcześnie?- zdziwiła się Suki.
-Dość czasu, by zawiadomić o naszym wyjeździe te osoby, które powinny wiedzieć- odparł mag ognia.
-Muszę jeszcze dzisiaj odwołać wszystkie treningi- powiedziała, pokazując ruchem dłoni, aby reszta wsiadła na niedźwiedziopsa.
-Nie możesz tego zrobić. Jeszcze nie masz dobrze opanowane magii ziemi i powietrza- zaprotestował Bolin.
-Magii ziemi ty możesz mnie uczyć podczas naszej ucieczki- powiedziała, po dłuższym namyśle, głośno przełykając ostatnie słowo. Nie lubiła jego używać.
-No tak- poparła przyjaciółkę.- Ale co z powietrzem?
-Sama będę ćwiczyć dopóki nie znajdę nauczyciela- uśmiechnęła się. Poczekała chwilę, aż reszta zajmie bezpieczne miejsca na białym zwierzęciu.- Wio Naga!
Odwiozła przyjaciół pod ich siedziby, dodała, że wyruszają o świcie. Sama zaś udała się pod dom Katary. Weszła do środka, bez pukania. Zastała ją siedzącą przy kominku. Światło, bijące od płomieni, oświetlały rysy jej twarzy. Ogień odejmował jej co najmniej dziesięć lat.
-Kataro, musimy porozmawiać.
-Witaj Korro- przywitała się. Spoglądała na nią wielkimi, niebieskimi oczami. Można z nich było wszystko odczytać: miłość, ból, smutek, bezradność, ale także... zrozumienie.- Co się stało?
Avatar przez chwilę zapomniała celu swojej wizyty. Zapragnęła zostać tu z opiekunką i ją chronić... przed wszystkimi. Chwilę zajęło jej przypomnienie sobie o planowanej podróży.
-Muszę odwołać wszystkie treningi. Jutro z samego rana wyjeżdżam- powiedziała na jednym oddechu.
-Przez to co się stało koło Ba Sing Se?- spytała, smutno przyglądając się ognisku. Jakby odpowiedź miała zostać przez nie wypalona na płonącym drzewie.
-Umiesz czytać w myślach?- zaśmiała się nerwowo.
-Plotki szybko się rozchodzą- westchnęła. Ponownie na nią spojrzała. Jej źrenice były rozszerzone, jakby próbowała coś odczytać z umysłu swojej podopiecznej.- Wyjeżdżasz razem z Mako i Bolinem?
-I z Suki- dodała.
-Jak będziesz ją bronić- zdziwiła się.- Przecież ona sama nie da rady.
-Mylisz się Kataro- zaprzeczyła.- Gdybyś widziała jak ona walczy, zmieniłabyś zdanie.
-Lepiej idź odwołać trening powietrza i ognia. Z tego co pamiętam Iroh czeka już na ciebie- zignorowała jej sprzeciw.
-Jak sobie życzysz- westchnęła, wychodząc.
Spojrzała jeszcze raz na dom swojej opiekunki.
Dlaczego wszystko musi być takie trudne?- pomyślała.
Wsiadła na Nagę i skierowała ją tam, gdzie czekał na nią ostatni trening.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Część 15- Wyjazd

Korra zrobiła to, co jej kazano. Po chwili znalazła się na powierzchni. Odetchnęła by, gdyby nie to, że obaj jej przyjaciele od razu przylgnęli do niej. Po dłuższej chwili zdołała uwolnić się z uścisku.
-Ściągnęliście Sokkę na dół?- spytała.
-Kogo?
-Ozaia- poprawiła się, przypominając sobie, że Bolin i Suki nie znają jego prawdziwego imienia.
-A mieliśmy jakieś wyjście?- odpowiedział pytaniem, uśmiechając się.- Groził nam, że naskarży na całą czwórkę dyrektorce.
-Gdyby to zrobił musiałabym wrócić na Biegun Północny- wyznała Korra, spuszczając głowę.
-Niby dlaczego?- spytali razem bracia.
-Słyszeliście, że na świecie zostało tylko czterech magów powietrza?- chłopcy przytaknęli.- Wiadomo, gdzie znajdują się trzech z nich. Czwartym jestem ja.
-I co w związku z tym?- spytał Bolin.
-Jeżeli dowiedzą się, że w naszej szkole jest mag powietrza, będą wiedzieć, gdzie ukrywa się Avatar- powiedział Mako do brata.- Myślisz ty w ogóle?
-Lepiej chodźmy już stąd- szepnęła Korra, pokazując na czołgi z herbem Narodu Ognia.
-O nie!-krzyknął Mako, wsiadając na Nagę.
-Bolin, a ty nie idziesz?- spytała dziewczyna, kiedy zobaczyła, że on nie drgnął nawet o milimetr.
-Chciałbym cię czegoś nauczyć Korro.
Oboje spojrzeli na swojego przyjaciela. Chłopak stanął szerzej na nogach, lekko kucnął. Zamknął oczy. Wyglądał jakby był pogrążony we śnie. Mag czuł wszystko co się wokół niego dzieje. Po chwili jego twarz przybrała odcień czerwieni, a na po czole zaczął spływać wężyk potu. Minęła chwila nim szatyn ponownie zobaczył otaczający go świat. Gdy podniósł obie ręce do góry, ziemia dookoła czołgów podniosła się, tworząc pułapkę bez wyjścia.
-Bolin jesteś wielki!- krzyknęła Avatar, przytulając go.
-Dzięki, nie wiem na jak długo ich to powstrzyma. Lepiej zawiadomić Stowarzyszenie „Białego Lotosu”- wskazał w stronę wielkiego muru.
-Założę się, że jechali podbić Ba Sing Se- dodał Mako.
-Zuko musi się o tym dowiedzieć jak najszybciej- oznajmiła Korra, zajmując miejsce koło maga ognia.- Na co czekasz? Wsiadaj!
-Jeśli pozwolisz, wolę pobiec.
-Jesteś pewien?- spytał. Bolin przytaknął.- Wio Naga!
Gdy znaleźli się pod murem, szatyn zrobił to samo co wcześniej dziewczyna.
-Czy tylko ja nie wiedziałem jak dostać się do środka?- spytał z ironią w głosie Mako.
-Też bym nie wiedziała, gdybym nie była Avatarem- zaśmiała się.
Cała trójka skierowała się do pomarańczowego budynku. Bez pukania weszli do środka. Przywitał ich Zuko, uzbrojony w miecz swojego ojca.
-Co was tutaj znowu sprowadza Avatarze?- spytał, chowając broń do pochwy na jego plecach.
-Chcielibyśmy poinformować cię o czołgach narodu ognia, które zmierzają w naszą stronę- odpowiedziała Korra.
-Zatrzymaliśmy ich,ale nie na długo- dopowiedział Bolin.
-Gdzie je widzieliście?
-Koło wulkanu- odezwał się tym razem Mako.- Najlepiej będzie jak zniszczycie czołgi zanim dotrą do muru.
-Niestety, mamy związane ręce- oznajmił Zuko, spuszczając głowę.-Dopóki oni nas pierwsi nie zaatakują, nie możemy nic zrobić. A jak nas to zrobią, to będziemy bezsilni. Ledwo co Aangowi udało się obronić Ba Sing Se. Nie mamy szans.
-A może zrobimy tak jak kiedyś król Omashu?- zaproponował Mako.- Magowie ziemi będą zatykać kamieniami otwory z których wylatuje ogień.
-Wtedy Naród Ognia nie będzie miał czym walczyć i się wycofa- dodała Korra.
-Trzeba powiadomić wszystkich magów- powiedział Zuko, podchodząc do mikrofonu.- Uwaga! Wzywam wszystkich magów ziemi! Powtarzam! Wzywam wszystkich magów ziemi!
Nie czekając dłużej cała czwórka wyszła z budynku. Ku zdziwieniu dziewczyny, na placu znajdowało się już ponad dwustu magów. Mako wyjaśnił im swój plan. Na początki na twarzach mieszkańców widać było przerażenie. Słowa Korry trochę ich uspokoiły:
-Daje wam słowo Avatara, że Naród Ognia nie zdobędzie Ba Sing Se. Dopilnuje tego.
Magowie ruszyli zza mury miasta, gdzie schowali się w okopach, wykopanych przez Bolina. Gdy czołgi znajdowały się kilka metrów od nich, zatrzymały się. Z wnętrza jednego z nich wyszedł admirał Zao. Rozejrzał się dookoła, po czym powiedział:
-Nie przybyliśmy tutaj, żeby walczyć. Przybyliśmy tutaj po Avatara i Mako. Wiemy, że tu są. Wiemy, gdzie chodzą do szkoły. Jeśli oddacie nam ich, to uwolnimy ich przyjaciółkę.
-A co jeśli tego nie zrobimy?- spytał jeden z magów.
-Wtedy ta ślicznotka zostanie spalona żywcem, a wasze miasto podbite- zaśmiał się.
Dziewczyna zacisnęła ręce mocniej na kamieniach, które wystawały z muru. Poczuła jak kostki na jej dłoniach zaczynają ją boleć.
  To się nie może tak skończyć. Muszę coś zrobić.
-Korro, co ty robisz?- spytał Mako, kiedy zobaczył jak wspina się na mur.
-Nie pozwolę, by przeze mnie zginęła Suki.
-Idę z tobą.
-Masz tu zostać. Mam plan i w nim ty nie pokazujesz się admirałowi. Bolin pilnuj go- rozkazała, na co on zasalutował.- Drugą ręką.
-Ale...
-Żadnych ale- przerwała brunetowi. - Nie pozwolę, by ci się coś stało.
Nie czekając na jego odpowiedź, zwinnie wdrapała się na górną część muru. Gdy odnalazła wzrokiem Zao, zeskoczyła i pobiegła w jego kierunku. Mężczyzna puścił Suki. Korra szepnęła jej coś na ucho kiedy się minęły. Dziewczyna przytaknęła i pobiegła do okopów.
-Kiedy Avatar podniesie za sobą kamień i rzuci nim w czołg macie zaatakować- przekazała magom.
Wzrok dziewczyny skierował się na przyjaciółkę. Podobnie jak reszty. Gdy przypomniała sobie o chłopakach szepnęła do jednego ze swoich towarzyszy, aby wpuścił ją do środka. Gdy ich ujrzała, rzuciła się na nich, zamykając ich w silnym uścisku, którego tylko szatyn nie odwzajemnił.
Proszę, bądź ostrożna- pomyślał Mako.
-No proszę, proszę- zaklaskał Zao.- Kto by pomyślał, że wystarczy złapać tylko zwykłą dziewczynę, aby schwytać Avatara.
-Lepiej nie chwalić dnia przed zachodem słońca- zaśmiała się.
-Niby dlaczego?- zdziwił się generał.- Przecież cię schwytałem. I już niedługo dorwę także tego zdrajcę. Wszystko układa się po mojej myśli.
-Chciałeś powiedzieć, że po mojej!- zawołała, rzucając kamień w czołg.
Za pierwszym poleciały następne. Magowie ognia nie mieli szans z techniką króla Bumiego. Kiedy starali się wycofać, Korra wzniosła ogrodzenie z kamienia. Weszła na nie i krzyknęła w stronę nieprzyjaciół:
-Nawet nie próbujcie mnie schwytać! I tak to się wam nie uda!
Ledwo co zeszła na dół Mako, Bolin i Suki odbiegli do niej i ją przytuli.
-Wiedziałem, że dasz sobie radę- powiedział szatyn.- Musiałem trzymać Mako, bo by poszedł za tobą do Zao.
-Masz mi coś do powiedzenia?- zwróciła się do bruneta.
-Gdy usłyszałem jak on się chwalił, że cię złapał, miałem ochotę wyzwać go na Agni Kay- wytłumaczył.
-Na co?- zdziwiła się Suki.
-Pojedynek magii ognia- powiedziała Korra.- Tylko we dwóch.
-Aa... Jak mogłeś w nią zwątpić?- uderzyła Mako lekko w ramię.
-Suki!- krzyknęła na przyjaciółkę.- To nic złego, że się o mnie martwi. Zwłaszcza teraz jak musi ze mną wyjechać.
-Musi?/Muszę?- spytali chórem.
-No chyba, że chcesz zostać zabity przez Naród Ognia.
-Zaraz, zaraz skąd wiesz, że chcą mnie zabić?- przestraszył się.